W piłkę nożną gra się głową. Jak najlepsze kluby świata trenują... mózgi zawodników

Często powtarza się, że piłka nożna to prosta gra, a by to udowodnić przywołuje się nieśmiertelny, bzdurny argument o 22 facetach ganiających za kawałem skóry, jakby zapominając, że w ten sposób można – jako szuranie końskim włosiem po kawałku metalu – strywializować nawet granie na skrzypcach. Hit ostatnich lat w futbolu to odkrycie, że w piłkę nożną gra się... głową.

Choć specjaliści od pracy mózgu pracowali z najlepszymi piłkarzami już wcześniej, trendem stało się to w ostatnich latach. Juergen Klopp mówi, że tego typu treningi to jedna z najciekawszych rzeczy, jakiej nauczył się w ostatnich latach. Poprzez podrzucanie piłeczek tenisowych i łapanie ich do skrzyżowanych czy wyprostowanych rąk czy wykrzykiwanie imion zawodników, do których zagrywamy piłkę ćwiczy się wielozadaniową pracę mózgu. Nie chodzi zresztą o samo zagrania czy precyzję wykonania ćwiczenia lecz o stworzenie niecodziennego wyzwania. Dzięki któremu zbudujemy w mózgu nowe połączenia, uczymy się. Celem tych ćwiczeń jest zwiększenie wydajności oraz szybkości przetwarzanych informacji w naszym umyśle przez co łatwiej jest zawodnikowi np. oderwać wzrok od prowadzonej piłki.

Kinezjolodzy wdarli się do zachodniej piłki szeroką ławą także w inne dziedziny. Analizując np. profile dominacyjne zawodników, potrafią stwierdzić czy ktoś będzie w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Ktoś mający dominujące prawą półkulę mózgu, prawe ucho, prawe oko, prawą rękę, prawą nogę raczej nie będzie grał na najwyższym poziomie, bo droga od podjęcia decyzji do jej wykonania zawsze będzie za długa, więc na boisku będzie się nam wydawało, że działa za wolno. W ten sposób można też stwierdzić czy prawo nożny zawodnik poradzi sobie na lewej stronie czy jednak nie. Kluby zachodnie patrzą głębiej niż tylko w statystyki strzelonych goli zawodnika. Zanim go kupią, chcą go dogłębnie poznać.

Teraz spece od mózgu pracują też już z dziećmi. Jeśli patrzymy na Xaviego, Lahma czy kiedyś na Guardiolę i dziwimy się, że widzi więcej, nie panikuje i zawsze znajduje dobre rozwiązanie, to nie tylko dlatego, że ma naturalny dar. Przegląd pola też da się wytrenować przez ćwiczenia zmysłów i mózgu.

To tylko przykłady, bo fachowcy wchodzą zawodnikom zdecydowanie głębiej do mózgu. Uświadomienie sobie złożoności nowoczesnej piłki jak i świadomość zmian jakie w niej zaszły tak jeżeli chodzi o np. szybkość przechodzenia z ofensywy do defensywy nie dziwi fakt jak wielu ludzi z przeróżnych dziedzin pracuje nad sukcesem poszczególnego zawodnika jak i całej drużyny. Czyż nie tak powinien być nasz początek uzdrawiania rodzimej piłki. Liczymy, że futbol uzdrowi nam jeden selekcjoner z drugim, skoro nie zrobiły tego stadiony. Potrzebujemy uświadomienia sobie, że ucieka nam świat w każdej dziedzinie – od trywialnego kopania piłki, do tego, co nakładamy na talerze, jak trenujemy, aż po to, co mamy w głowie. I że z każdym rokiem naszej nieświadomości, dystans będzie się pogłębiał.

Oczywiście wiem, jakie są realia polskich klubów i że pewnie są bardziej palące problemy niż masowe ruszenie do pracy nad mózgami. Po prostu natknąłem się ostatnio na systemy typu Life Kinetik (ten stosowany m.in. W Borussii Dortmund) i zaskoczyło mnie jak wielotorowo pracuje się nad zawodnikami i jak oni sami pracują nad sobą. Warto mieć świadomość, że futbol nie jest jednak taki prosty jak nam się wydaje. Drążyłem temat dalej i okazało się, iż świat jest mały. Jednym z zaledwie kilkudziesięciu trenerów Life Kinetik Pro jak i Kinsporth Master na świecie, jest Polak Norbert Bradel. Osoba, która uczyła się treningu mentalnego bezpośrednio u Kurta Tepperweina (europejskiej ikony treningu mentalnego).

Przeprowadziłem z nim kilkugodzinny wywiad. Jako że pracuje pod tym kątem z wieloma niemieckimi drużynami, trenerami, sportowcami, otworzył mi w wielu aspektach oczy. Byłem w szoku, jak mało człowiek z tej piłki rzeczywiście ogarnia. Jeśli i wy chcielibyście się czegoś dowiedzieć, zachęcam do lektury dwuczęściowego wywiadu, który w czwartek i piątek będzie można przeczytać na Z nogą w głowie - czyli TUTAJ.
Trwa ładowanie komentarzy...