O autorze
Dziennikarz Przeglądu Sportowego
Publikowałem m.in. w "Kickerze", "Gazecie Wyborczej" i "Sporcie".
W latach 2012-13 red. naczelny SportSlaski.pl. Blog na naTemat.pl wyewoluował z bloga piłkarskiego, który działa, ale pod innym adresem, w bloga na którym piszę, gdy ruszy mnie coś innego niż futbol.

Piłkarskie Z nogą w głowie
Z nogą w głowie na Facebooku
Z nogą w głowie na Twitterze
O autorze
Kontakt z autorem: michal.trelaa@gmail.com

Koncert jako donica spadająca z balkonu

Wam też poezja śpiewana kojarzy się z gościem, który siedzi na krześle z ascetyczną gitarą i z bolesnym wyrazem twarzy przeżywa wysapywane wersy, a pod nim, nad nim i obok niego snuje się dym? To prawda, ale tylko trochę. Jest też poezja śpiewana, która spada na głowę jak donica z balkonu*.

Mi spadła wczoraj, na krakowskim koncercie Buldoga. Wiedziałem, że to ostatni wielki - w moim rankingu - polski zespół, którego nigdy nie widziałem na żywo i że kameralna atmosfera klubu Lizard King tylko spotęguje wrażenie, ale nie wiedziałem, że Buldog pogryzie po zmysłach aż do mięsa.



Zespół Buldog muzycznie miał wszystko, czego bym oczekiwał już od samego początku istnienia. Muzyków rodem z Kultu, grających podobnie do "Kultu", czyli rockowo, ostro i przyjemnie. Miał też "Kazika", ale mam wrażenie, że nie miał pomysłu. Czyli tak naprawdę nie wiedział, po co ma istnieć i czym się ma różnić od Kultu. Kazik miał być rapowy, Kazik na Żywo miał być metalowy, El Dupa miała być dla jaj, Yugoton był jednorazowy, a Kult... kultowy. Buldoga nie ma za bardzo jak do tej układanki wcisnąć.

Tomasz Kłaptocz zdefiniował Buldoga. Pamiętam ten pierwszy raz, jakoś w 2002 roku. Ulica Wyzwolenia w Bielsku, ja w samochodzie z mamą, ówczesne radio Delta nam gra. Zapowiadają bielski zespół Akurat. Wymieniamy ironiczne spojrzenia, słuchamy i literalnie ściera nam uśmiechy z ust i dosłownie rozdziawia paszcze. Mało tak dobrych piosenek słyszeliśmy w życiu w ogóle, nie mówiąc o lokalnych zespołach.

To było "Do prostego człowieka".

Ja po raz pierwszy dowiedziałem się, że Julian Tuwim to nie jakaś tam Lokomotywa, ale też teksty aktualne po 80 latach (akurat głośno było o broni masowego rażenia w Iraku, więc: "że im gdzieś nafta z ziemi sikła i obrodziła dolarami" pasowało idealnie). Śledziłem, czekałem aż przebije się do mainstreamu, ale się nie przebił. Słuchaliśmy sobie niszowego "Akurat" przez parę następnych lat, myśląc jak to jest, że tacy dobrzy się nie przebijają.

A potem rok 2010, ostre reklamowanie płyty Buldoga "Chrystus miasta", co mnie nie rusza, bo już napisałem, co myślałem o Buldogu z Kazikiem. I jakiś sobotni poranek, coś fajnego w "Trójce", znajomy głos, Wikipedia, Kłaptocz w Buldogu! To było "Do generałów". Do sklepu, po płytę, jedyny działający odtwarzacz w domu, paradoksalnie w garażu, w samochodzie, więc samochodem do Cieszyna i z powrotem, żeby tylko przesłuchać całą płytę. Wrażenie jak osiem lat wcześniej przy "Do prostego człowieka".

Dzięki "Chrystusowi miasta" odkryłem Tuwima, największego polskiego poetę. Ale odkryłem też, że wiersze, które męczyliśmy w liceum do porzygu, są tak naprawdę fantastyczne, jak hipnotycznie zagrany "Deszcz jesienny" Staffa czy z późniejszej płyty "Daremne żale" Asnyka. Znając na pamięć całego "Chrystusa miasta" udało mi się wielokrotnie oszukać wszelkiego rodzaju komisje olimpiady z języka polskiego, że niby jestem nie wiadomo jak oblatany w Tuwimie i w dowolnym momencie przywołam każdy z niego cytat. Prawda, ale tylko z piosenek nagranych przez "Buldoga". Dziś oszukiwałbym jeszcze sprawniej, bo mam też we łbie piosenki z drugiej płyty Buldoga z Kłaptoczem.

Na wszystkie ważniejsze momenty życia jest póki co jakiś wiersz nagrany przez Buldoga. Jeśli akurat powodujesz rozstanie, polecam "Do przodu tylko do przodu", jeśli akurat jesteś ofiarą rozstania lepsze będą "Daremne żale", a gdy się zauroczasz nic nie będzie lepsze niż "Venus". W ogóle, mało jest bardziej zmysłowych tekstów niż "Venus". A gdy trzeba kopa, to tylko "Do generałów". Jak słucham do generałów, to się czuję tak:



To wszystko wiedziałem. Ale do wczoraj nie wiedziałem, że Kłaptocz śpiewa na żywo tak idealnie jak na płycie. Że w ogóle świetnie wypada na koncercie. Że jest perfekcyjnym artystą w każdym calu.

Naprawdę, ludzie. Szkoda życia na nieznanie Buldoga.

* Wątek poezji jako donicy spadającej z balkonu pochodzi oczywiście z Rudnickiego. Napisał, że może obsłużyć cytatami jeszcze nie jednego noblistę, to ja też się poczęstuje.
Trwa ładowanie komentarzy...