Nie jestem szczęśliwy jak psi ogon

Janusz Rudnicki znowu nie wygrał nagrody Nike. Znowu będzie mu ją musiała zrobić prostytutką na dachu Złotych Tarasów (Warszawiacy, patrzcie uważnie!). Ja znowu nie usłyszę laureata Nike mówiącego, że szczęśliwy jest jak psi ogon.

Możecie słusznie zauważyć, że w ogóle nie był nominowany, więc jak miał wygrać? Ja zauważę - też słusznie - że niesłusznie nie był nominowany. W jego kwestii jestem jak fanatyk, którego racja jest zawsze najmojsza. Który nic nie słyszy i nic innego nie widzi. Pewnie pani Joanna Bator zasłużyła na nagrodę, skoro ją fachowcy wybrali, ale Rudnicki też, cholera, zasłużył!

Nie byłoby w Polsce kryzysu czytelnictwa - to znaczy i tak nie ma, ale jeszcze bardziej by nie było - gdyby więcej ludzi wzięło do ręki Rudnickiego. W ogóle by było lepiej, gdyby świat był bardziej rudnicki.

Najlepiej by było, gdyby tego chłopa wreszcie docenić. Za życia, bo co mu potem z tego, że się jeden z drugim obudzą, że - kiedy żył - był jednak najwybitniejszym żyjącym pisarzem polskim? Toż to przecież sam mówi, że jest, a ja potwierdzam.

W przyszłym roku pewnie nic nie napisze, więc będę znowu musiał czekać nie wiadomo ile aż Kędzierzyn-Koźle stanie na baczność, wyć będą syreny, a kierowcy opuszczą samochody.

Niech mu chociaż buty Nike dadzą, jak już nie nagrodę. Też zasługuje.
Trwa ładowanie komentarzy...