O autorze
Dziennikarz Przeglądu Sportowego
Publikowałem m.in. w "Kickerze", "Gazecie Wyborczej" i "Sporcie".
W latach 2012-13 red. naczelny SportSlaski.pl. Blog na naTemat.pl wyewoluował z bloga piłkarskiego, który działa, ale pod innym adresem, w bloga na którym piszę, gdy ruszy mnie coś innego niż futbol.

Piłkarskie Z nogą w głowie
Z nogą w głowie na Facebooku
Z nogą w głowie na Twitterze
O autorze
Kontakt z autorem: michal.trelaa@gmail.com

Niemiecki Ordnung nie istnieje

Podejrzewałem od pierwszego dnia, a nawet wcześniej, ale dziś już wiem z całą pewnością. Wszystko, co obiegowa opinia mówi o Niemczech i o Niemcach to Tischnerowska trzecia prawda. Nic się nie zgadza.

Podejrzewałem już przed przyjazdem. Akademik, który wziąłem, wyglądał jak na slumsach Rio de Janeiro. Nie wziąłem najtańszego, bo najtańszy nie miał internetu. Ja w Krakowie nie spotkałem akademika, który nie miałby internetu, a generalnie większość naszych ma wyższy standard.



Podejrzewałem już pierwszego dnia, gdy okazało się, że uniwersytet nie przysłał mi bardzo ważnego maila. Zapomnieli. Przeprosili i powiedzieli, że przyślą. Przysłali.

Podejrzewałem już drugiego dnia, gdy okazało się, że uniwersytet nie przysłał mi też bardzo ważnego listu. Zapomnieli, ale nie wiedzieli jak to rozwiązać. Ja wiedziałem, wcisnąłem im kopię jako oryginał. Się jest z Polski. Przeszło.

Podejrzewałem już trzeciego dnia, gdy jechałem pociągiem z Czechem. Okazało się, że pociągi spóźniają się w Niemczech notorycznie. Jeden czeka na drugi, przez co rosną opóźnienia, a gdy spadnie w zimie pięć centymetrów śniegu, to już w ogóle będzie katastrofa.

Podejrzewałem też w któryś z następnych dni, gdy zobaczyłem, że pociągi są totalnie przepełnione. Ludzie kupują drogie bilety, które dla nich też są drogie i nie mają nie tylko gdzie siedzieć, ale też gdzie stać. Co więcej, bardzo wiele osób pije w nich piwo(a) i potem śpiewa kibicowskie piosenki. Dodam, że są to osoby tutejsze, aryjskiej urody.

Podejrzewałem jeszcze później, gdy widziałem, że tutejsze stadiony – nie mówię o Bundeslidze – są dość zaniedbane, brudne, sprzątaczki nie było na nich od czasów Erhardta.

Dziś wiem na pewno: niemiecki porządek nie istnieje. Nie ma go. Ordnung nie tylko wcale nie muss sein, ale w ogóle kann nicht sein.

Nie, że się żalę, jestem w sumie największym szczęściarzem. Ale dziś chciałem zabijać. Takiego burdelu, jaki panuje w klubie 1. FC Nuernberg, nie widziałem nigdy w życiu. W Podbeskidziu także.

Nie odpisali na wniosek akredytacyjny, to myślałem, że nie przyznali. Przyznali, ale zapomnieli napisać. Nie napisali, gdzie można odebrać, ale wnioskuję, że tam gdzie ostatnio.

Nie.

Musi się pan cofnąć o dwieście metrów, tam się odbiera.

Tu? Nieeeee, 400 metrów na lewo i drugie drzwi.

Że Medien? Nieeeee, tu żadnych Medien nie ma. Dieter, wiesz gdzie są Medien? Aaa, tam pan musi pójść.

Nie.

I tak przez godzinę wkoło Macieju.

Są cztery stadia. W pierwszym przyjmuję wszystko normalnie i jak to cielę odbijam się od każdych drzwi. W drugim jestem już lekko podirytowany, ale czuję to, więc zakrywam się sztuczną uprzejmością. Nigdy nie jestem tak uprzejmy, jak wtedy, gdy jestem lekko podirytowany. W trzecim stadium – dziś było to gdzieś po 80 minutach łażenia – nie mówię już nic. Mózg zużywa całą energię na procesy chłodzące, na mówienie już jest za słaby. Do czwartego stadium doprowadził mnie dziś jakiś pieprzony lowelas z biura prasowego.

- Akredytacje? Nie, tu nie ma. Togdziekursą? Nie wiem. Toktokurwie. Pan, bo było w mailu od nas. Wjakimkurmailujakwybyściemidodzisiajnicnienapisaligdybymjakurnie. Napisaliśmy, tam była mapka. Dobrzetoniemożeszmikurczłowiekupowiedziećgdzietojest. Tam! Dankekursehr.

Dodam, że obok mnie kłócił się jeden Irlandczyk. Przyjechali w sześć osób z Irlandii na kilka meczów do Niemiec. Kupili sześć biletów obok siebie i przynieśli potwierdzenie zakupu. Niestety, bilety były tylko cztery. – Ale ja zapłaciłem za sześć i mam dostać sześć! – Wiem, przykro mi. No, nie ma. Następny! A, i jeszcze jedno. Jak już wszedłem na stadion, okazało się, że moja akredytacja obejmuje miejsce, którego na stadionie nie ma. Wcisnąłem się między zszokowane kamery i nie mniej zszokowanych operatorów. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! :-)

Tak, w czwartym stadium myślałem sobie, że ci Francuzi to jednak łebski naród, że co rusz to chcieli w Niemczech zerwać nawet trawniki. A my im się daliśmy odbudować.

Żartuję. Zwykli Niemcy są bardzo fajni. Przejmują się tym, że są Niemcami i tym, że ich cała Europa nie lubi. Nic nie mają do Polski oprócz żarciku: Jaka europejska stolica ma w nazwie dupę (Arsch)? Warschau. To najmocniejsze. I na ulicach jest sporo ładnych kobiet. I nie ma porządku.

Są małe kłamstwa, wielkie kłamstwa, statystyki, a na samym końcu stereotypy.

PS Przypominam, że regularnie można mnie czytać na nowym "Z nogą w głowie".
Trwa ładowanie komentarzy...