O autorze
Dziennikarz Przeglądu Sportowego
Publikowałem m.in. w "Kickerze", "Gazecie Wyborczej" i "Sporcie".
W latach 2012-13 red. naczelny SportSlaski.pl. Blog na naTemat.pl wyewoluował z bloga piłkarskiego, który działa, ale pod innym adresem, w bloga na którym piszę, gdy ruszy mnie coś innego niż futbol.

Piłkarskie Z nogą w głowie
Z nogą w głowie na Facebooku
Z nogą w głowie na Twitterze
O autorze
Kontakt z autorem: michal.trelaa@gmail.com

Gniew Miłoszewskiego, czyli "O! Nie rób tyle hałasu"

Żadna książka nie zaczyna się lepiej niż Obcy. Żadna nie zaczyna się gorzej niż Gniew. Po pierwszym zdaniu obie idą w górę. Ale Gniew tylko do pułapu: "całkiem niezłe". Czego innego spodziewałem się, czytając wszystkie ochy i achy.

Tak się przyjemnie składa, że z kryminałami, od czasu ukończenia piętnastego roku życia mam tyle wspólnego, co z samochodami drogimi. Dlatego mogłem do Gniewu przystąpić, nie wiedząc, że Miłoszewski to niesamowicie wielka postać, a Szacki, stworzony przez niego bohater, to bohater, którego znają i podziwiają wszyscy oprócz mnie.

Straszną krzywdę zrobiły Gniewowi w moich oczach wszystkie pochlebne rzeczy, które o nim przeczytałem. Nominacja do Paszportów Polityki. No, to muszę mieć w rękach wielką literaturę. Na obwolucie obwieszczenie, że autor zaprasza do zupełnie nowej gry, w której nie zastanawiamy się kto zabił, bo kto zabił dowiadujemy się już na pierwszych pięciu stronach. A Dostojewski, to co, pies? Raskolnikow nie zabił, zanim czytelnik kapnął się czy czyta "Zbrodnię i karę" czy "Zbrodnię Ikara?".

I już jestem uprzedzony. A potem czytam pierwsze zdanie i "Wyobraźmy sobie..." i ręce już opadają po kostki. Bo przecież wiadomo, że wszystko, co przeczytamy, to sobie potem wyobrazimy, nie trzeba do tego dodatkowo zachęcać. To taki rodzaj podstawowówkowego "Na początku mojego wypracowania..."

I dalej ta konwencja. Że ktoś zabija nie dlatego, że się mści czy jest szaleńcem, tylko według ściśle określonego klucza, wyrywa chwasty, w swoim mniemaniu naprawia świat. Znowu - "Siedem" powstało 20 lat temu, nie ma w tym niczego nowego. Zresztą autor uspokaja swoje sumienie, uciekając przed porównaniami do "Siedem", wciskając jednemu z bohaterów słowa: "Zupełnie jak w Siedem". No, zupełnie jak, nie da się od tego uciec.

Ale po tym fatalnym pierwszym wrażeniu zaczyna lecieć. Wartko. Humor trochę przyciężkawy wprawdzie, na siłę, wyzwala uśmiech maksymalnie do szerokości trójek, ale jakoś leci. Potem nawet zaczyna lecieć mocno. Kartki przewracają się same, pojawia się jakiś niepokój, nie przeszkadza nawet, że pociąg znowu opóźniony o 70 minut, bo można czytać dalej. To niewątpliwa zaleta.

I gdybym nie był nastawiony przez całe otoczenie, że dostałem do ręki wielką literaturę, to bym po "Gniewie" był zadowolony, bo przeczytałem ot, dobry kryminał. Literatura gatunkowa nie w moim typie, ale czytałbym. No, ale nie udawajmy, że mamy do czynienia z rewolucją.

Gniew ma wszystkie składniki kryminału. Gdy na lekcji w gimnazjum czy liceum wypisuje się cechy tego gatunku, to w Gniewie znalazłyby się wszystkie. Zero zabawy formą, zero prób wyjścia z konwencji. A nie, była próba, przed każdym rozdziałem krótki przegląd wydarzeń (realnych) z danego dnia na świecie, w Polsce i w Olsztynie. Fajne. Ale próba niestety zarżnięta powtarzającą się, towarzyszącą całej książce, marznącą mżawką i szarością. Sztampa. Gdyby kazać dowolnemu przechodniowi napisać kryminał, to na pewno próbowałby osiągnąć nastrój szarości i przygnębiającą, listopadową, marznącą mżawkę. To już mógł chociaż trochę spróbować czegoś innego i umiejscowić tych wyrywaczy chwastów w pięknej wiosennej pogodzie.

To samo z doborem miejsca. W Olsztynie nie byłem, ale ksenofobicznie właśnie tak go sobie wyobrażam, jak przedstawił go Miłoszewski. Ale na miłość boską, gdzie umiejscowić w Polsce kryminał, jak nie w warmińsko-mazurskim, gdzie jeziora, puszcze, zatonięcia i wilcze szańce. Bardziej oczywiste byłyby tylko Bieszczady.

Gdybym ja pisał tekst na okładkę "Gniewu" (swoją drogą, niezły tytuł. Faktycznie słowo trochę zapomniane, nieco biblijne, a mocne. Teraz wszyscy tylko wkurzeni, wkurwieni, podirytowani albo poirytowani. A gniewny to jednak gniewny. Ma to siłę), napisałbym: "Oddajemy w państwa ręce typową powieść kryminalną, dobrą, ale nie silącą się na rewolucję, nie przełamującą żadnych schematów, dokładnie taką, jak wyobrażacie sobie powieść kryminalną". I prawdę bym napisał. Tylko pewnie bym książki tak dobrze nie sprzedał.

PS Recenzję "Gniewu" Zygmunta Miłoszewskiego napisałem, bo książkę przysłała mi grupa Wydawnicza Foksal.
Trwa ładowanie komentarzy...