Pal, czyli Mury. Czyli Mur

Mury są rewolucyjne. Rozbijają ściany samym tubalnym głosem Kaczmarskiego i dramatyczną partią fortepianową. Są jak "Marsylianka". Nie musisz rozumieć słów, by wiedzieć, że ziemia się właśnie napełnia krwią wrogów. Mur jest inny, niepolski, choć zaśpiewany po polsku. Zniszczyłoby się ten mur, ale to trudne. Jest ciężko, brakuje sił. Niepolski, bo u nas przeważnie bohaterstwo jest łatwe. Nikt nie ma wątpliwości, że trzeba wstać i łeb urwać hydrze. Dodanie, że urwałoby się, ale to trudne, bo hydra duża i ciężko jej łeb urwać, nie jest w naszym stylu. A Pal jest smętnym zawodzeniem grajka wędrującego po Pirenejach i grającego wieczorami pasterzom, gdy już ich owce posnęły.

Pal przywołuje mi na myśl kubańskie pieśni rewolucyjne typu Guantanamera. Musisz wiedzieć, że to pieśń rewolucyjna, żeby to usłyszeć, bo w samej muzyce nic do rewolucji nie porywa. Ot, Kuba, bosi dziadkowie siedzą gdzieś na łódce, łowią marliny, uśmiechają się i nucą "Guantanamera, guajira Guantanamera".



W Palu nie ma morza, tylko góry, przynajmniej w mojej głowie. Katalonia, górzyste zbocza, wieczór. Młodzi pasterze zgromadzeni w chatce, jedzą oliwki. W środku siedzi stary Siset, fryzjer. Gdzieś tam, dalej, w powiecie, wojna domowa, generał Franco. A oni tu w tej chacie, na skraju Hiszpanii owce usypiają. Siset brzdąka leniwie w struny i mówi, żeby pociągnąć pal, drugi pociągnie w innym miejscu. I się z tego pala urwą. Siset to chodząca mądrość i doświadczenie. Z brodą. Młodzi się rwą do wyrywania pala, ale on ich studzi, mówi, że to nie takie proste, że trzeba dużo sił.

Kaczmarskiemu 40 lat później pal nie pasował. Były więc mury. Pieśń była o poecie, może trochę o Lluisie Llachu, który jako 20-latek słuchał Siseta. Poeta dawał natchnienie tłumom, które wołały najbardziej znany refren lat 80, a łańcuch im się dalej kołysał u nóg. Ale Kaczmarskiemu też się pal, czyli mury, wymknęły spod kontroli. Przerabiali końcówkę na bardziej optymistyczną, zrobili hymn Solidarności. Zresztą trudno nie zrobić. Kto za młodu, słysząc mury, nie chciał iść na barykady, ten na starość będzie draniem.

A teraz, od marca, nowy Pal, czyli Mury, czyli Mur. To znaczy nie nowy, bo przetłumaczona wersja Palu Llacha funkcjonowała już od lat 80., ale dla mnie nowe jest wszystko, co piszę. Mury to była w mojej - i chyba nie tylko w mojej - świadomości piosenka Kaczmarskiego. Dopiero po nowej płycie Zespołu Reprezentacyjnego, która właśnie niedawno weszła na rynek, prześledziłem fascynującą historię tej pieśni. A właściwie trzech pieśni. Bo choć bliźniacze, to każda inna.

Pal jest wolny, spokojny. Takie właśnie brzdąkanie gitary, żadnej dramaturgii. Smutna ballada i miarowo powtarzane słowa tomba, tomba. No i Pal jest po katalońsku. Brzmi ładniej niż nasze swojskie słowa.



Mury, wiadomo, rewolucyjne. Odwołujące się do Palu. Pal był za Franco zabroniony, więc ludzie nucili samą melodię. Gdy Kaczmarski śpiewa "sama melodia bez słów, niosła ze sobą starą treść" to puszcza oko do Llacha.



Mur tekst ma taki sam jak Pal, a muzykę niemal taką samą jak Mury. To znaczy melodia ta sama, a zagrana zupełnie inaczej. Mur ma akordeon, czyli instrumentalny absolut. Uwielbiam muzykę bałkańską, ale dobrze wiem, że gdyby ją odcedzić z akordeonu, niewiele by zostało. Gdy idę plantami myślę, że gołębie srają a żule śmierdzą. Ale gdy szedłem i spotkałem bałkańskich grajków z akordeonem, to myślałem, jaki niesamowity klimat ma to miasto.

No i Mur w porównaniu do Murów - przy całym swoim entuzjazmie - ma ten niesamowity u nas pierwiastek niepewności i trudu. "Ręce mam starte do krwi, sił mi brak, ciężko ruszyć go stąd". To chyba nasza mentalność sprawia, że nasi superbohaterowie wstają w niedzielę, po sobocie i wyrywają murom zęby krat.

P.S. Muru można posłuchać na oficjalnej stronie Zespołu Reprezentacyjnego.
Trwa ładowanie komentarzy...